tutaj bedzie jakiś ładny napis...tutaj bedzie jakiś ładny napis...tutaj bedzie jakiś ładny napis...tutaj bedzie jakiś ładny napis...




meniiii:


tu jest tak zwana "księga gości" możesz tam wejść i napisać że mam FaJnEgO bLoGaSkA.



tu w założeniu miały być jakieś sznurki.
do diabła ze sznurkami.



A tu będzie część informacyjna czyli "o mnie".
0.
koniec części informacyjnej.



zapomniałabym.. jeszcze archiwum. ale nie fatyguj sie bo i tak wszystko co tam było jest pokasowane:)

2007
marzec
2006
grudzień
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec




2007-03-04 19:05:05 >> ...

There is a wound that’s always bleeding
There is a road I’m always walking
And I know you’ll never return to this place
skomentuj (3)




2006-12-18 22:52:01 >> --

Są chwile kiedy wszystko się burzy jak domek z kart. Ale ty tego nie zrozumiesz, za młoda jesteś. Ty ten swój domek niepotrzebnie narażasz. Bezsensownie. I jeszcze nieraz sama na niego dmuchasz.

tja. ja nie mam żadnego cholernego domku z kart. Dmucham bo dmucham.. bo tak.. i tak nie zniszcze czegos czego nie ma :(
skomentuj (4)




2006-09-20 22:45:19 >> nie mam nic do napisania :)

fabian 22:38:42
opowiem Ci anegdotke na moim poziomie

fabian 22:39:00
Szło sobie ulicą dwóch bizantyjkich patriarchów i tak ida idą opierają sie o ogromne pastorały(laski biskupie) i nagle jeden potknął się o kamien przewrócił , złamał pastorał i kegosłup

fabian 22:39:12
ten drugi stanął nad martwym patriarchą

fabian 22:39:24
i zaczął śpiewać piosenki leonarda Coena 5 razy wolniej

Ja 22:40:40
yy to koniec? :)

fabian 22:41:10
tak, fajne co? :]
skomentuj (7)




2006-08-05 22:27:20 >> [][][][][][][][][][][][][][][]

++++++++[>++++++++++<-]>---.<++++[>+++++<-]>.
<+++[>++++<-]>-.---.+++++.<++++[>---<-]>-.
duużo kroków
87(?) bajtów
(dlaczego najpierw bajtów nie było tyle samo co instrukcji a potem było:)?)
87 instrukcji
pewnie jakieś 3-4 milisekundy
6 znaków
1 słowo
1 wielka tajemnica
0 zrozumienia.....
0 kłamstw

----====----
Mogę robić zdjęcia stojąc w deszczu płakać śpiewać żyć mogę czekać na ogień mogę czekać na świt światło na Ciebie cień babie lato na kłębiaste loki chmur zachód słońca w górach i na środku oceanu tam gdzie zając na kołku w kołku kołek w zającu w niewinności w sile życiu we krwi w wodzie w roztargnieniu w Tobie we mnie mną i Tobą zapomniany upragniony lecz przypadkowy ze strachu z miłości ze wstrętu oddany tak jak ja siebie daję lecz nigdy do końca jak słowo co słyszysz czujesz doświadczasz a nie wiesz co znaczy do końca tajemnicy nigdy prawdy nigdy mnie nigdy nie odgadniesz zapłakane powietrze leci prosto w twarz w ramiona i na wskroś przeze mnie przez nóż ja jestem nożem szkłem zwątpieniem pomyłką błędem rzeczywistości i świadomego snu przecinam powietrze jak powietrze światło jak dźwięk krzyk ból słowo w słowie jak ja we mnie to samo ale nie takie samo trochę czarniejsze lepsze bardziej trochę inne głębsze zmienne przemijające szalone jestem po nic jestem lecz jestem...
skomentuj (4)




2006-07-06 10:44:08 >> .

- Może "kraniec świata"?
- Banalne - parsknął poeta - Nawet jeśli to faktycznie kraniec, trzeba to miejsce określić inaczej. Mataforycznie. Zakładam, że wiesz co to metafora. Hm? Niech pomyślę.. "Tam, gdzie..." Cholera. "Tam gdzie..." yyy...
- To ja nie będę przeszkadzał - westchnął diabeł - Dobranoc.
skomentuj (1)




2006-07-01 00:22:45 >> darmowe minuty ( mocno ocenzurowane :D )

Ja: Tyyyy wiesz co on teraz robi?? Kąpie się!! tzn bierze prysznic!!
K.: !!! skąd wiesz?!
Ja: Ma na gg opis
K.: Jezu, Olka, wyobraź sobie tylko...
Ja: No, już to widze.. właśnie mydli sobie klate, teraz ręce.. pewnie używa gąbki..
K.: mhm... a teraz spłukuje pianę.. jego ciało jest takie wilgotne, lekko opalone, błyszczy się od wody i mydła.. ach..
Ja: i może zmył wreszcie ten puder z twarzy..
K.: Już skończył, teraz zakręca kurek i otwiera drzwiczki prysznica...
Ja: sięga po ręcznik...
K.: ale niestety, poślizgnął się na mydle.. i wyjebał sie, głową uderzył w muszlę klozetową..
Ja: wkońcu wszystko co piękne musi się kiedyś skończyć..
skomentuj (6)




2006-06-24 11:46:38 >> 01

Coś tu nie gra. Słyszę jakieś dźwięki. Ktoś się śmieje, szepce, pewnie nie chcą mnie zbudzić. Mogliby się choć troche bardziej postarać. Otworzyłam oczy i wszystko w momencie umilkło. Przecież mogłabym przysiąc że.. ale jestem tu sama, drzwi i okna zamknięte. Cisza. A, nie, jednak coś szeleści. To może ja pójdę sprawdzić. Wstaję, ubieram szlafrok. Przecież jest noc, dlaczego wiec świeci słońce? nieważne. Odwracam się od okna i... O fffuck.. Przecież wczoraj schowałam pająki do szuflady, skąd się wzięły na biurku?? Dam sobie rękę uciąć że ich nie wyciągałam..
Gapię się przez chwilę na kilka szklanych słoików po wisienkach, wiklinowy koszyk do święcenia jajek i pudełko do analizy moczu. Matko boska. Co za idiota chowa pająka w wiklinowym koszyku? Przecież wiadomo, że zwieje. Ktoś się włamał a ja sie nawet nie obudziłam? pewnie mnie czymś otruli. Mniejsza. Zaglądam co słychać u pająków. W słoikach wszystko gra. Tylko że w jednym słoiku były jeszcze stare wisienki ale to nieważne. Patrzę do wiklinowego koszyka, a tam jakby nigdy nic siedzi sobie nimfa, ktoś ją przykrył kawałkiem boazerii. Więc mam już dowód włamania z którym mogę pójść na policję: nie mam w domu boazerii, wiec ktoś ją musiał przynieść. No dobrze. Teraz pudełko do analizy moczu. Otwarte. W środku pełzają 2 robaki ale pająka ani widu ani.. oo kurde.. słysze go. Próbuje wylecieć przez zamknięte okno. Rany. Wiedziałam, że pająki umieją latać ale dopiero kiedy dorosną. Czyli spodziewałam się tego za jakieś 3 lata. ale żeby tak teraz? Przecież on nawet nie ma jeszcze śmigiełka. Boże.. co mam robić? jak go złapac? pójdę do kuchni po sitko. Nie, lepiej nei będę otwierać drzwi, bo ucieknie. Zamyślona spojrzałam w niebo. Białe chmurki na niebieskim tle. Niebo jak niebo. Niebo. Niebo?! Ale dlaczego ja je widzę patrząc na sufit? Szlak by to trafił... Zostawiłam otwarte okno dachowe!! pewnie tamtędy weszli włamywacze! muszę je zamknąć. Ale najpierw złapię pająka.
Wzięłam szklankę po mleku i zaczęłam się męczyć żeby do niej wleciał. I wtedy ich usłyszałam znowu. Śmiech, tym razem już nie był zduszony i cichy. spojrzałam na okno dachowe. Co zobaczyłam? Dwie postaci śmiejące się do łez.
- Ale tak właściwie, to po co to zrobiłeś? - Udało się wydukać Blademu pomiędzy salwami rechotu.
- Właściwie to nie wiem - Odpowiedział Malina, teraz już całkiem poważnie - Chyba chciałem po prostu sprawdzić czy uda się jej go złapać.
Próbowałam jeszcze kilka godzin ale nic z tego. Byłam tak na nich wściekła że trzęsły mi się ręce.. Upuściłam szklankę po mleku.. szkło (i mleko.. nie wiem skąd, przecież szklanka była pusta) rozbryzło się po całym pokoju. Skaleczyłam się w kolano.
Bolało jak cholera. Pająk wyleciał przez okno dachowe, a ja się obudziłam..
skomentuj (6)

-c--o---u--n-ti-n--g---b-od--i-e-s---l--i-ke---s-h-e-e---ps----t-o---t--h-e-----r-hy--t-h--m---o-f---t-h--e---wa--r---d-r--u--m-s--